Głos ludzki – najpiękniejszy instrument świata.
Kultura nie ma jednoznacznej definicji. Praktycznie wszędzie można znaleźć coś co, stanowi jej część. Od kilku lat między innymi w Lubaszu, możemy być świadkami niesamowitych kulturalnych doświadczeń, największego kalibru. O śpiewie w zabytkowych wnętrzach kościołów, przyszłości, wspomnieniach i wrażeniach na temat lubaskiej publiczności, z pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym Festiwalu „Nadnoteckie Bel Canto” prof. dr. hab. Tomaszem Zagórskim rozmawia Szymon Szwed.
Panie profesorze cieszę się, że będzie okazja porozmawiać i na początku zapytam o zdrowie?
Miło mi uczestniczyć w tej rozmowie, a jeśli chodzi o zdrowie, no cóż, z uśmiechem odpowiem, że mimo zagrożenia pandemicznego trzymam się jak na razie dzielnie, a będąc pedagogiem akademickim, zajęcia ze studentami prowadzę hybrydowo, tzn. zdalnie oraz bezpośrednio, czyli przy „otwartej przyłbicy”. Wiem jednak, że prędzej czy później koronawirus mnie dopadnie, oby z jak najmniejszym uszczerbkiem dla organizmu. Ryzyko infekcji jest podobne do tego, które towarzyszyło mi przez 36 lat kariery zawodowej, bowiem zdarzało się, że przez kilka lat omijały mnie niedyspozycje głosowe, a zdarzały się sezony operowe, w których nader często dopadała mnie grypa albo z powodu silnego przeziębienia trzeba było błyskawicznie ratować się silnymi lekami. Generalnie rzecz ujmując: zdrowie jest najważniejsze.
Jak funkcjonuje pan zawodowo w tych wyjątkowych czasach?
Z przykrością odpowiem, że podobnie jak większość artystów operowych i estradowych, od marca ubiegłego roku, nie funkcjonuję na scenie operowej i filharmonicznej. Wszystkie zaplanowane koncerty filharmoniczne na sezon artystyczny 2020-21 zostały odwołane. Ominęło mnie wykonanie takich dzieł jak słynna 9 Symfonia – Beethovena, Carmina burana – Orffa, Oratorium na Boże Narodzenie i Pasja wg św. Jana – Bacha, Fidelio i Missa Solemnis – Beethovena, Harnasie – Szymanowskiego. Powód odwołania tychże koncertów był jednakowy: zbyt wielkie formy muzyczne, które przekraczają limit czasowy i ilościowy na estradzie koncertowej. Takie życie. „Nie mam żalu do nikogo…” jak śpiewa Jontek w „Halce”. Natomiast nigdy nie odmawiam mojej Uczelni. Chętnie występuję na koncertach jubileuszowych, inauguracji roku akademickiego, koncertach pedagogów i studentów m. in. dedykowanych Papieżowi Janowi Pawłowi II.
Głos ludzki – najpiękniejszy instrument świata. Czy można coś dodać do tych słów?
Gdybym podobną tezę przedstawił skrzypkowi lub pianiście, z pewnością staraliby się odeprzeć moje racje i przedstawić własne. Ale jedno jest pewne: głosy ludzkie znacznie różnią się, jeśli chodzi o poszczególne przypadki, ich barwy i skale są osobistymi właściwościami, nie ma i nie pojawi się już na świecie głos Pavarottiego. Nie da się sklonować takiego samego głosu. Głos ludzki to wytwór boski, to najdoskonalszy instrument muzyczny. Jego efekt akustyczny i barwa zależą od kształtu dróg głosowych i sposobu drgań strun głosowych. Nie ma głosu o tej samej barwie. Są śpiewacy, którzy potrafią tak modulować swój głos, że uzyskują skalę dwóch, a nawet trzech rodzajów głosu. Dla mnie – śpiewaka operowego to wszystko jest zrozumiałe, ale czy w to co mówię uwierzy klarnecista i trębacz? Tego nie wiem.
Panie profesorze skąd pojawił się pomysł, żeby w regionie nadnoteckim organizować Festiwale na taką skalę?
„Nadnoteckie Bel Canto, festiwal pięknego śpiewu jest obecnie w stanie artystycznej i logistycznej śpiączki. Wiemy dlaczego. Ubiegłoroczna dziesiąta, a więc jubileuszowa edycja była na 70% gotowa na cztery miesiące przed terminem. Niestety pandemia pokrzyżowała wszystko. Jednak te poprzednie 9 edycji stworzyłem tak pięknie jak tylko mogłem sobie wymarzyć. Oczywiście do tego potrzebne były pieniądze, więc nawiązywałem kontakty ze sponsorami, zmieniającymi się władzami miast i gmin nadnoteckich, dyrektorami ośrodków kultury, proboszczami kościołów, w których odbywały się dotychczasowe festiwalowe koncerty. Poziom koncertów, znakomici młodzi wykonawcy, a nawet orkiestry symfoniczne i kameralne – to wszystko sprawiło, że festiwal nad Notecią przyciągnął do pięknych kościołów wierną publiczność. Z roku na rok powiększało się grono odbiorców muzyki klasycznej, wzrastała ilość koncertów z dwóch do pięciu. Tym samym przybywały nowe miasta festiwalowe. Ostatnią miejscowością, która dołączyła do Lubasza, Czarnkowa, Gulcza, Trzcianki i Wielenia była Chodzież.
Za nami kilka edycji, tych wyjątkowych wydarzeń, czy któreś z pana perspektywy jest szczególne?
Trudno mi to ocenić. Obserwuję publiczność stojąc przy mikrofonie, czasami rozmawiam z melomanami po koncertach, wnikliwie analizuję każdą sugestię i uwagi. Dochodzę do wniosku, że bez względu na tematykę koncertu, publiczność z reguły reaguje pozytywnie, a cieszy mnie każdy jej rezonans. Nieważne ile pracy trzeba było włożyć w przygotowanie koncertu albo jakie koszty finansowe zostały poniesione – mnie interesuje tylko przeżycie słuchacza i radość młodych wykonawców. Każdy koncert jest inny. Każdy jest dla mnie ważny.
Międzynarodowi uczestnicy, kilka koncertów w ciągu weekendu, wyjątkowe miejsca i repertuar. Jak długo trwają przygotowania do realizacji takiego przedsięwzięcia?
Przygotowanie festiwalu rozpoczyna się przeważnie 8-9 miesięcy przed kolejną edycją festiwalową. Sprawy artystyczne zajmują mniej czasu niż koordynacja i logistyka. Rozmowy ze sponsorami, noclegi, przewozy, wynajem instrumentów, opracowanie materiałów nutowych, wyżywienie, grafika, reklama, ustalenia prób w kościołach, umowy, rozliczenia finansowe – to wszystko zabiera czas jednej osobie. Na szczęście mam kilku sprawdzonych pomocników i partnerów festiwalu. Bez nich byłoby ciężko.
Można znaleźć nagrania z pana śpiewem z wielu miejsc w Europie, jak na tle światowych publiczności odnajduje się lubaska?
Lubasz semper fidelis (Lubasz zawsze wierny) – tak kiedyś, powiedziałem do publiczności w trakcie koncertu w Lubaskim Sanktuarium. Bo to prawda. Tu zawsze dopisuje publiczność. Mało tego – lubascy melomani potrafią docenić trud organizacyjny, poziom koncertów, wspierają młodych wykonawców, z sercem odnoszą się do debiutantów, z klasą reagują podczas występów gwiazd takich jak Agnieszka Duczmal i Orkiestra „Amadeus”. Jestem zachwycony, kiedy publiczność śpiewa z nami finałowe chóry i znane arie. Tu zawsze są piękne kwiaty dla gościa specjalnego, a z zasady na koncercie obecny jest ktoś z władz Gminy Lubasz.
Jakie plany na przyszłość? Liczba miejsc w minionych edycjach, powiększała się. Czy Festiwal odbędzie się w 2021 roku?
Nie ma lekko. Żałuję, że moje artystyczne plany zostały odwołane. Wszystkie koncerty filharmoniczne, recitale, koncerty okolicznościowe, a także projekty „Z miłości do śpiewu” w dawnym klasztorze franciszkańskim w Szamotułach, w Pałacu Działyńskich w Poznaniu, kursy i warsztaty wokalne dla młodzieży, ale przede wszystkim „Nadnoteckie Bel Canto” – z powodu obawy przed koronawirusem i na skutek „lockdownu” zostały wykreślone z kalendarza. Wszystkie słowne i pisane umowy, promesy dotyczące występów solistów, chórów, oświetlenia, wynajmu instrumentów, występu Filharmoników ze Lwowa zostały w ubiegłym roku anulowane. Obecnie jestem w trakcie rozmów na temat zorganizowania kameralnych koncertów w ramach festiwalu podczas tegorocznego lata. Dostaję zapytania od wiernych melomanów i naprawdę nie potrafię udzielić konkretnych odpowiedzi. Ten przeklęty koronawirus zabił mi ćwieka…
Pana dorobek artystyczny, robi ogromne wrażenie. Czy jest jakaś rola, postać, opera, która ma dla pana szczególne znaczenie?
Moim majątkiem artystycznym są partie operowe i kantatowo-oratoryjne, które wykonałem tam, gdzie niejeden człowiek chciałby być chociażby jako turysta. Doświadczenie sceniczno-muzyczne jakie nabyłem w ciągu 36 lat pracy artystycznej jest niebagatelne. Mam kilka ukochanych ról w operach Mozarta, Verdiego, Pucciniego. Z wielkim sentymentem wspominam premierowy spektakl „Marty” – Flotowa na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu, podczas której bisowałem słynną arię Lyonela, a na widowni w 10 rzędzie oklaskiwała mnie moja Mama – Marta…
Panie profesorze, pracuje pan z młodymi ludźmi, jakie ma szanse i jaką drogę powinna obrać osoba z małej miejscowości, która chciałaby śpiewać zawodowo, występować na scenie?
Sam kiedyś dojeżdżałem godzinę na próby chóru, mieszkałem daleko od centrum Poznania. Doceniam starania tych młodych, których droga do bycia artystą jest ciężka. Promuję młodzież z małych miejscowości. Zdaję sobie sprawę z tego, że droga do szkoły muzycznej przysparza więcej trudu, niż do „normalnej” szkoły podstawowej. Podziwiam rodziców dodatkowo dowożących swoje dzieci do Szkoły Muzycznej I stopnia. Młody człowiek, który chciałby śpiewać zawodowo powinien korzystać z możliwości jakie daje nam wszystkim technika XXI wieku. Powinien być przede wszystkim zdeterminowany, ale równocześnie przygotowany psychicznie na to, że nie każdemu jest dane być artystą-śpiewakiem. Jednak każde spotkanie z pięknym śpiewem, w ogóle z muzyką, nieważne czy na żywo, czy przez Internet – ma ogromnie pozytywny wpływ na całościowy rozwój młodego człowieka.
W obecnych czasach bezpośredni dostęp do kultury jest mocno ograniczony, multimedia dominują. Jakie plany zawodowe po zniesieniu ograniczeń?
W tym trudnym czasie staram się wypełniać swój wolny czas i naprawdę nie próżnuję. Po pierwsze wraz z pianistą Jackiem Kortusem, który wielokrotnie pojawiał się w Lubaszu, grając Chopina i Debussy`ego, nagrywam kolejną płytę z utworami kompozytorów polskich. Będzie dużo liryki wokalnej Chopina, Paderewskiego, Szymanowskiego, Gablenza, Noskowskiego i wielu innych. Podwójny album Zagórskiego i Kortusa zostanie wydany już na wiosnę. Po drugie – jestem w trakcie pisania książki o problematyce związanej ze stresem w moim zawodzie. Będzie to kompendium wiedzy, którą nabyłem w trakcie 36 lat pracy artystycznej jako solista na scenach operowych i estradach koncertowych. W książce pt. „Aria ze stresem” mam nadzieję dać ciekawy i jednocześnie wartościowy wgląd w przyczyny odmiennego zachowania artystów w obliczu stresu, pokazując sposoby radzenia sobie z jego objawami, m. in. przeciążenia nim. Chciałbym również zaznajomić szerokie grono odbiorców interesujących się nie tylko muzyką operową, z mało znaną i często bagatelizowaną tematyką, jaką niewątpliwie jest uczucie stresu przed występem. Prawdę mówiąc niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, wobec tego przybliżam biologiczno-psychologiczne podstawy stresu, piszę o mechanizmach reakcjach organizmu na działanie stresu. Przy okazji chcę jak zwykle popularyzować muzykę wokalną, promować młodych artystów, którzy dowiedzą się o stresogennych aspektach zawodu artysty, np. o niepewności ciągłości pracy, o bajkowym życiu ze stresem w tle, castingach, reżyserach, nagłych niedyspozycjach, agencjach artystycznych, ubezpieczeniach itd. Roboty przy tym dużo, bo to przecież temat rzeka. Ale damy radę! Mimo wszystkich utrudnień, przeciwności losu i perturbacji związanych z pandemią – jestem pełen nadziei, że latem w Sanktuarium Królowej Rodzin w Lubaszu zabrzmi hejnałowa trąbka i organy rozpoczynające koncert Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Nadnoteckie Bel Canto!!! A więc do zobaczenia!
Życzę dużo zdrowia, realizacji planów i do szybkiego zobaczenia w Lubaszu! Dziękuje za rozmowę.

© Gminny Ośrodek Kultury w Lubaszu
Aplikację dostarcza: WCAG.info | EFRLiP | Oświadczenie